Showing posts with label gabinet osobliwości. Show all posts
Showing posts with label gabinet osobliwości. Show all posts
Sunday, 5 May 2013
cabinet # 48: trees
Głównymi bohaterami wiosennego wydania Cabinet są drzewa: sekrety XIX-wiecznych tekowych zagajników w Birmie, śmierć samotnej akacji na Saharze, biografie sędziwych drzew z Nowego Jorku czy zagadka drzewa-domu, wyhodowanego (a może zmyślonego) 200 lat temu gdzieś na włoskiej prowincji. W numerze o roślinach nie mogło zabraknąć land-artowej mitologii - James Trainor wybrał się z misją odnalezienia śladów po jednej z najbardziej zapomnianych "prac ziemnych", czyli Pratt Farm Jamesa Pierce'a. Oprócz dendrologicznych anegdot i legend, w numerze znalazły się też tradycyjne, osobliwo-kabinetowe teksty, m. in. o mechanicznej szczęce badającej teksturę żywności, terapeutycznej wspólnocie Chucka Dedericha, ciałach świętych, które nie uległy rozkładowi, szumie wydobywającym się z muszli oraz o tajemniczych bliźniętach na fotografii znalezionej przez edytorów Cabinet (w doskonałej interpretacji niezawodnego foto-detektywa Wayne Koestenbauma, który przyznaje ze skruchą: I'm the guy who always brings up Oedipus: what Earl Grey is to tea, I am to incest). Wiosna.
Tuesday, 8 May 2012
cabinet # 44, 24 hours
Nowy numer Cabinet, zatytułowany „24
godziny”, oparty jest na prostym, konceptualnym zabiegu. Wszystkie
teksty z głównego działu powstały w przeciągu jednej doby. Od
zamówienia materiału przez redaktorów pisma do oddania jego
ostatecznej wersji przez autora nie mogło minąć dłużej niż 24
godziny. To ekstremalne wyzwanie zostało podjęte m.in. przez Georga
Prochnika, Mario Gracia Torresa i Tirdada Zolghara. 44 numer
nowojorskiego pisma jest efektem ubocznym innej inicjatywy Cabinet –
„24-Hour Book”, czyli serii książek, które powstają w
przeciągu doby. Autorzy zamykani są w redakcji pisma, po to by po
dobie stworzony przez nich tekst (już zredagowany i złożony)
trafił do drukarni. Dotychczas eksperyment ten przeszedł pomyślnie
wyłącznie Brian Dillon. Nie znamy jeszcze efektów tego pisarskiego
maratonu, jak tylko jego książka „I'm Sitting In the Room”
trafi w nasze ręce, zdamy relację.
W 44. numerze znalazło się też kilka tradycyjnych, cabinetowych esejów. Kilka przykładów: James Fergusson pisze o głodzie i żywnościowych odkryciach Sir Jacka Dummonda, Mark Dorrian przypomina legendarne filmy „Powers of Ten” (można go obejrzeć tutaj) Charlesa i Raya Eamesów i „Fantastic Voyage” Richarda Fleischera (mrożący krew w żyłach trailer jest tutaj), analizując paradoks „wertykalnych podróży”, David Morris przypomina najbardziej zmitologizowane sympozjum w historii amerykańskich uniwersytetów, czyli "Schizo-Culture” z 1975 roku, Christopher Turner analizuje związki między psychoanalizą a rozwojem gospodarczym w USA lat 50., a Jonathan Allen odwiedza hiszpańskie pueblo blanco Juzcar, które zostało przemalowane na „smerfowy” kolor. Nowy Cabinet przynosi też nowy piękny tekst Wayne Koestenbauma (który raz na kwartał otrzymuje z redakcji jedno niezidentyfikowane zdjęcie, do którego to pisze filozoficzną rozprawę, esej bądź wiersz) o wszechpotężnych, naszpikowanych specjalnymi mocami i niezrównanym intelektem, trzech brzydkich siostrach.
W 44. numerze znalazło się też kilka tradycyjnych, cabinetowych esejów. Kilka przykładów: James Fergusson pisze o głodzie i żywnościowych odkryciach Sir Jacka Dummonda, Mark Dorrian przypomina legendarne filmy „Powers of Ten” (można go obejrzeć tutaj) Charlesa i Raya Eamesów i „Fantastic Voyage” Richarda Fleischera (mrożący krew w żyłach trailer jest tutaj), analizując paradoks „wertykalnych podróży”, David Morris przypomina najbardziej zmitologizowane sympozjum w historii amerykańskich uniwersytetów, czyli "Schizo-Culture” z 1975 roku, Christopher Turner analizuje związki między psychoanalizą a rozwojem gospodarczym w USA lat 50., a Jonathan Allen odwiedza hiszpańskie pueblo blanco Juzcar, które zostało przemalowane na „smerfowy” kolor. Nowy Cabinet przynosi też nowy piękny tekst Wayne Koestenbauma (który raz na kwartał otrzymuje z redakcji jedno niezidentyfikowane zdjęcie, do którego to pisze filozoficzną rozprawę, esej bądź wiersz) o wszechpotężnych, naszpikowanych specjalnymi mocami i niezrównanym intelektem, trzech brzydkich siostrach.
Sunday, 6 May 2012
przygody na bezludnej wyspie
Nowy zbiór rysunkowych opowieści
Macieja Sieńczyka – jednego z najlepszych rysowników w tej części
Europy – jest obsesyjny, duszny, miejscami obrzydliwy. Akcja toczy
się na statku Andrea Doria oraz na bezludnej wyspie, na którą
trafia po uderzeniu wielkiej fali główny bohater – mężczyzna,
pragnący zwiedzić Afryką Południową i spotkać tamtejszych
„wyjątkowo serdecznych kolonistów”. Szkatułkowo skonstruowana
książka składa się z licznych, krótkich opowieści – ktoś
opowiada komuś historię o tym jak kto inny usłyszał pewną
anegdotę, w której coś komuś się przyśniło lub ktoś coś
innego podsłuchał etc. Bohaterami książki Sieńczyka są ludzie w
nieokreślonym (choć zazwyczaj niemłodym już) wieku, obdarzeni
jakąś niezwykłą cechą – umiejętnością lub defektem. Joasia
z Sosnowca, wygina łyżeczki i unosi przedmioty siłą woli, choć
polega w teście na wojskowe zastosowanie telekinezy. Pewien
mężczyzna ożywia „paproszki i drobiny kurzu”, tak aby śpiewały
mu funeralne pieśni podczas zamiatania i odganiały nieznośną
nudę. Inny z bohaterów traci radość z życia oraz towarzyski urok
na skutek „spowolnienia pracy hormonów”, więc postanawia
okaleczyć się potajemnie aby „poczuć jeszcze raz ogień jaki
dany jest jedynie młodzieży i osobom, o których mówi się
szaleńcy boży”. Świat Sieńczyka jest starannie skonstruowany (a
raczej umeblowany), choć pęka i kruszy się, dręczy go gorączka i
omamy. Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się być pozornie na
swoim miejscu. Architektura u Sieńczyka jest zdyscyplinowana,
powściągliwa na modernistyczną modłę, natura jest
zorganizowana, złożona z powtarzalnych modułów i najczęściej
silnie antropomorfizowana (nadmorskie skały w jednej z opowieści
uformowane są na podobieństwo „worów pod oczami”). Sieńczyka
pociąga formalizm, lubuje się też w nieschnących cieczach,
śluzie, lepkich wyciekach. „Przygody na bezludnej wyspie”
czerpią garściami z estetyk niemodnych, zapomnianych i wypartych.
Sieńczyk lepi z nich własny gatunek powieści graficznej,
niepodzielnie królując na wytyczonym przez swoje rojenia terytorium.
Sunday, 21 August 2011
cabinet # 41
Nowy Cabinet przybył do nas z dużym opóźnieniem (z nowojorskiej redakcji dochodzą bowiem plotki, że drukarnię opuścił już numer kolejny), na tyle jednak wcześnie by załapać się na listę obowiązkowych lektur podczas niedawnych krótkich wakacji. Temat # 41 to Infrastruktura. W sekcji znajdują się m.in. teksty o H. D. Thoreau i XIX-wiecznej inwazji telegrafu, śpiewie syren i syrenach alarmowych, narwalach "zatrudnionych" do badania toni morskiej, roli pisciny w architekturze sakralnej, pneumatycznej poczcie w XIX i XX-wiecznym Paryżu oraz o certyfikatach autentyczności towarzyszących konceptualnym dziełom sztuki (fragment wystawy In Deed). Jak zwykle w numerze jednak pojawiają się teksty nie związane z głównym spięciem tematycznym. O eksperymencie Biospehere pisze Christopher Turner, centrum świata poszukuje James Trainor, a James Delbourgo rozwodzi się o pudełkach z przyrodniczymi kuriozami Sir Hansa Sloane'a etc. Miłym aneksem do niedawno opisywanej przez nas powieści Sanctuary, jest tekst Briana Dillona o chwaście wierzbówce kiprzycy, która najchętniej rozrasta się na miejskich ruinach (stąd jej pieszczotliwa angielska nazwa: bombweed). Roślina ta jest jedną z głównych bohaterek powieści Dillona. Kolejna porcja wiedzy i niewiedzy sygnowana przez Cabinet, ma pojawić się w skrzynkach wiernych subskrybentów już za kilka tygodni. Tym razem tematem będzie Zapominanie.
Saturday, 29 January 2011
things that talk. object lessons from art and science
Powróciła do nas książka „Things That Talk. Object Lessons from Art and Science” (wydana w 2004 roku), jedna z najważniejszych publikacji w kategorii things theory, wydana pod redakcją - niezwykle zasłużonej dla badań nad rzeczami - Lorraine Daston. Jest ona autorką m. in. polecanego przez nas kilka tygodni temu dzieła „Wonders and the Order of Nature 1150-1750”. „Rzeczy które mówią” to wymagająca akademicka lektura, co nie zmienia faktu że pochłania ona czytelnika jak dobra powieść detektywistyczna. Autorka książki pisze: „Wyobraź sobie świat bez rzeczy. Nie byłoby niczego co moglibyśmy opisać, wytłumaczyć, komentować, interpretować a nawet na co moglibyśmy narzekać. Mówiąc najkrócej - bez rzeczy przestalibyśmy mówić – zamilklibyśmy tak jak przedmioty do których nawiązujemy. (…) Rzeczy stają się gadatliwe, kiedy łączą w sobie materialność i znaczenie, milkną gdy materia i znaczenie przestają się ze sobą zazębiać. Każdy z przywołanych w książce, działających na wyobraźnię obiektów, miał swój własny moment w historii, kiedy ten związek wydawał się nie do opanowania. W takich momentach, pewne rzeczy stały się przedmiotem fascynacji, asocjacji, niekończącej się refleksji. Książka ta ma na celu zrealizowanie marzenia o perfekcyjnym języku, w którym słowa i świat stają się jednym.” Bohaterami tej książki, złożonej z dziewięciu frapujących esejów, są takie rzeczy jak: wolnostojąca kolumna, bańka mydlana, wycinki prasowe, kleks w teście Rorschacha, szklany wazon na kwiaty oraz obraz Jacksona Pollocka.
Subscribe to:
Posts (Atom)






